Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Zabójstwo Adamowicza Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
19 postów 2 komentarze

Usługi finansowe - co z tą ochroną konsumenta?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nadchodzą święta, a z nimi złoty okres dla banków oferujących pożyczki gotówkowe. Coraz częściej więc, chcąc nie chcąc napotykam reklamy tychże pożyczek, czy też jestem zalewana telefonami z super intratnymi propozycjami "zdobycia gotówki".

Gdy to widzę i tego słucham, nasuwa mi się refleksja nad tym, czym tak naprawdę jest do dziś w Polsce ochrona konsumenta na rynku usług finansowych i jak pokrętnie jest ona rozumiana.

Ustawę mamy doprawdy wspaniałą. Konsument - czyli w tym wypadku nieprofesjonalny klient usług finansowych - ma całe mnóstwo praw, a banki mnóstwo obowiązków, w tym przede wszystkim informacyjnych, które muszą spełnić, by ów konsument miał szansę racjonalnie i świadomie podjąć decyzję dotyczącą swoich środków na życie. W praktyce wygląda to tak, że konsument nie dowiaduje się o wszystkim, gdyż umowy nie czyta, a nawet jeśli czyta, to większości nie rozumie. Nie chcę tu poruszać tematu skrajnych przypadków, gdy przemiły bankowy konsultant wciąga nie do końca już świadomą rzeczywistości staruszkę w ogromny kredyt, którego ta spłacać nie może, bo wtedy zazwyczaj znajduje się rodzina, która idzie do prawnika, bądź do mediów, i robi się afera, którą trzeba odkręcać sądownie. Mówię o przypadkach, kiedy przeciętny zjadacz chleba, dający się skusić na "dodatkową gotówkę na święta" płaci ubezpieczenie, którego płacić nie musi, albo wybiera kredyt niżej oprocentowany, ale naszpikowany innymi kosztami, bo nie wie co to jest RRSO i jak tego użyć do porównań. A tego niestety w banku często mu nie wytłumaczą, bo zwyczajnie niekoniecznie potrafią.

Instytucje finansowe tak bardzo nie wierzą w jakąkolwiek wiedzę ekonomiczną swoich klientów (i zacierają ręce z tego powodu), że na pierwszy front swojej linii obsługi wysyłają osoby równie płytko zorientowane w temacie sprzedawanych usług, co bardziej rozgarnięty (acz niewykształcony w dziedzinie finansów) Kowalski. Na co dzień odbieram telefony od pań dzwoniących "z banku", które zachwycone chcą mi zaoferować lokatę z oprocentowaniem wyższym niż na moim koncie oszczędnościowym. Gdy natomiast po krótkim przeliczeniu z oburzeniem stwierdzam, że biorąc pod uwagę różnicę w częstotliwości kapitalizacji wyjdę na tym jak przysłowiowy Zabłocki na mydle, w dodatku zamrażając swoją gotówkę, pani pojęcia nie ma, o czym mówię. "Ale jak to, mniej to więcej...?". A przecież nie użyłam żadnej branżowej wiedzy tajemnej, ani skomplikowanej matematyki, a prosty fakt, którego powinno się uczyć młodzież w liceum.

Co z tego, że ustawodawcy namnożą nam praw chroniących ludzi przed skutkami ich niewiedzy, gdy zrobią to tak, że ci ludzi dalej nie będą wiedzieć, jak z tego korzystać. Złudnym marzeniem jest wciąż takie upowszechnianie wiedzy ekonomicznej, by ludzie zaczęli myśleć i liczyć, gdy zaciągają kredyty, bądź składają depozyt. Możnaby jednak chociaż tak uprościć prawo w tym zakresie, by Kowalski sam potrafił do niego sięgnąć i z niego skorzystać. A wtedy może obowiązek informacyjny stałby się rzeczywistością, a nie zapisem na papierze. Bo problemem obecnie nie jest dezinformacja powszechna, bo ta grozi karami, lecz prywatna, odbywająca się w zaciszu małego oddziału instytucji finansowej, gdy naprzeciwko siebie siadają niedouczony sprzedawca i zdesperowany człowiek, który nie rozumie wszystkich kruczków umowy i pojęcia nie ma, jakie ma prawa.

Marcelina Szondelmajer

KOMENTARZE

  • COLOUR LAW ...
    Jest jedno takie rozwiązanie, znane pod kryptonimem "Colour Law".

    Polega ono na tym, że oprócz dowolnie skonfigurowanych formatów umów istnieją specjalne dokumenty STANDARDOWE, określone poprzez kolory.

    Np. podpisując umowę ZIELONĄ nie musimy nawet jej czytać, bo WIADOMO, jaką ma treść. Istotny jest jedynie %, który jest napisane w tytule umowy czcionką większą, niż jakakolwiek inna.

    Zakazuje się też w tego rodzaju dokumentach używania czcionek mniejszych, niż 12.

    W ten sposób można sformatować prawo przy pomocy kilku takich kolorowych formatów (np. zielony, czerwony, żółty, niebieski, czarny i biały).

    Ktoś kto nie chce stosować takiego formatu, negocjuje zwykłą umowę.

    Można też podejść do tego inaczej:

    Kredytobiorca może zrezygnować z umowy bez kosztów np. do 2 tygodni po jej podpisaniu.
  • @Autorka
    Bardzo sensowny tekst. I miło widzieć, że to tekst studentki. Gratuluję.
  • @myszka 08:22:11
    a od czego są wybory ? Czy nie od tego czasem, aby właśnie wybrać takich ludzi, którzy będą działać dla dobra wspólnego, a nie takich, którzy na cmentarzach uzgadniają ile kto ma zarobić ?
  • @myszka 10:32:14
    ale dlaczego ludzie są tak głupi ??? Przecież w internecie jest dostęp do każdej opcji politycznej !!!

    Przykład Nigela Farage'a i UKIP pokazuje, że jak się chce, to się da ...

    Nigel Farage nie tylko zrobił rewolucję polityczną w UK, ale praktycznie rozwalił ZeSRE !!! (to po jego legendarnym przemówieniu "dump rag" ruszyła lawina anty-ZeSRE ...)

    A więc mimo wszystko obwiniam wyborców za złe wybory. Za wybory dokonane na poziomie oglądaczy seriali ...
  • Najbardziej uczciwie
    byłoby, gdyby bankier po prostu pokazał staruszce czy innej ofierze, że wygląda to tak: Położyć przed nią kwotę którą dostanie i kwotę którą musi oddać i kolejną kupę pieniędzy, jaka będzie do zapłacenia gdy trzeba będzie to zrobić przez windykację. Ale czy wtedy przetrwałby jakikolwiek bank?
  • Kto jest zainteresownay
    tym, żeby pożyczkobiorca był zorientowany i płacił mniej? Zacznę od samej góry. Rząd naszej Najjaśniejszej pożycza w bankach pieniądze za psi procent, zadłużając nas dodatkowo. Jednak by banki nie padły i mogły pożyczać dalej na rozrzutność naszych wybrańców muszą to sobie gdzieś odbić. Dlatego wszelkie przepisy są tak tworzone, by przeciętny Kowalski utonął w drobnym druczku umowy nie rozumiejąc niemal niczego. Tego nie zmieni żaden rząd, bo ich władza jest w gestii banków. Również same banki nie są zainteresowane tym, by cokolwiek było jasne, bo w mętnej wodzie rybki łapią. Oprocentowanie wkładów, czy pożyczka musi przynieść zysk bankowi, nie klientowi. Tylko sam klient może być zainteresowany swoim kapitałem. Nie zostaje nic innego jak samodzielnie zatrudniać pieniądze tak, by pracowały na bas, bez pośredników, spijających śmietankę i ich wasalów (czyt; rządów)
  • @myszka 10:32:14
    Drogi UT, może to syjoniści, może cykliści. Złapałaś koś za rękę? Powtarzasz bzdury zasłyszane gdzieś tam. Ja bojkotuję media, głosuję na JKM, ale większość boi się zmian takich realnych, kiedy samemu trzeba odpowiadać za swoje życie, a państwo nie daje nic, ale też niewiele zabrania. Większość lubi by ktoś im nosek wycierał i pupę podmywał. A prawda jest taka - za nic, nie ma nic, bez względu na to kto rządzi.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031